sobota, 27 czerwca 2015

Aktualizacja włosów CZERWIEC 2015

Cześć!

Jak wiecie na początku maja ścięłam włosy. Było to całkiem jak na mnie niespotykane. Czasem jak patrze na moje zdjęcia z mega długimi włosami to robi mi się przykro, ale z drugiej strony, za chwile przypomina mi się jak mi teraz wygodnie i smutek znika. 

W każdym razie dbam o nie trochę lepiej niż wcześniej. Może dlatego że są teraz tak zdrowe że szkoda to zaprzepaścić, a może dlatego, że je polubiłam.

Ponieważ długie wpisy i tak olewacie postaram się wszystko jakoś zgrabnie zawrzeć w miarę sensowny i zwięzły sposób.


Zacznijmy więc od tego Czy nakładam oleje?

Odpowiedz jest krótka NIE. I już kiedyś pisałam Wam że olejowanie jest dla mnie bardzo uciążliwe, i nie będę tego robiła. Nie zniosę brudnej poszewki i śmierdzącej pościeli. A w dzień nie będę chodziła z głową tłustą od oleju. moje życie leci jak szalone i czasem mam tylko 10 minut żeby się umalować i wyjść z domu. Nigdy nic nie wiadomo!

Czym myje włosy?

Używam na zmianę dwóch produktów:


Facelle Sensitive płyn do higieny intymnej. 
Bardzo go lubię i używam gdy nie mam czasu na odżywkę lub maskę do włosów. Są po nim mięciutkie, błyszczące i ogólnie ładne. W sumie mam go u siebie w łazience dlatego że używam do do celu do którego został stworzony, i tak jakoś podrasował mi do włosów więc dlaczego nie?


I kolejnym szponem którego używam to jakiś taki przypadkowy który akurat jest używany przez resztę domowników aktualnie jest to Timotei Moc i Blask. Ogólnie muszę uważać z takimi szamponami bo przy częstym używaniu masakrują mi skórę głowy (jest niewiele które tego nie robią), ale przez to że używam raz Facelle raz Timotei nie jest tak źle.

Niestety i tak teraz przez sesje i mały stresik związany z praktykami mój skalp się buntuje, ale podejrzewam że po tym wszystkim skóra wróci do normy i będzie ok :)


Odżywki?

Aktualnie nie posiadam ani jednej odżywki. i jest to związane totalnie z tym ze nie mam kasy i jakoś tak stwierdziłam że zużyje te maski co mam.
Odżywka którą skończyłam w ostatnim czasie była jedna z moich ukochanych czyli Nivea o której napisałam kiedyś nawet osobny wpis. Znajdziecie go TUTAJ


Jakie maski?


Posiadam trzy Kallosy: Keratin (nie mam fotki bo nie mogę znaleźć opakowania), Chocolate i Placenta. Ogólnie nie będę na na ich temat teraz jakoś specjalnie rozwodziła, bo będą lub już nawet są na ich temat wpisy (pisze z wyprzedzeniem, bo mam wolny dzień). 

Nakładam je używając metody wmasowywania odzywki wg Henrietty . Uważam że ta metoda jest boska i włosy wyglądają po niej o niebo lepiej. I no dobra, wykorzystuje ją jako wymówkę od noszenia maski przez 30 minut. Chociaż czasem w weekendy tak nosze. 
Czasem stosuje metodę Henrietty i potem podsuszam tak jakby włosy z maską ciepłym nawiewem suszarki, potem spłukuje chłodną wodą i włosy są po tym prześlicznie. 

Raczej nie stosuje żadnych domowych masek, chociaż w sumie mogłabym, bo pamiętam że dawały spoko efekty. TUTAJ jakie maski kiedyś stosowałam. 

Teraz coraz rzadziej podsuszam włosy suszarką, Chociaż nie uważam suszenia za coś złego. ogólnie po naturalnym wyschnięciu wyglądają po prostu gorzej i potrzebują czasu żeby dojść do siebie a po suszarce są zawsze śliczne :)


Co jeszcze?

Stosuje jeszcze dwa produkty firmy Kemon, o których pisałam więcej TUTAJ (ale Wam linkuje dzisiaj!) jest to Liding Care Volume Passion Magic Spray odżywką w sprayu zwiększająca objętość. Którą ostatnio stosowałam w sumie dość często, ale teraz przystopowałam, bo jak już wspominałam moja skóra głowy się zestresowała.

Na końcówki ACTYVA Nuova Fibra Fluid uszczelniający i ochronny. Nie będę się powtarzać, jeżeli chcecie dowiedzieć się o nich czegoś więcej LINKLINKILINKI



I na sam koniec to co czytelniczki lubią najbardziej czyli focia włosów!!!! :D



Niestety wywijają się jak chcą, ale zawsze tak miałam :)


A jak wygląda Wasza pielęgnacja?


prywatnyINSTAGRAM



MUDI

PS: Założyłam sobie SNAPA. W sumie jeszcze nie ogarniam tej aplikacji, ale jakby ktoś chciał mnie dodać i wysłać mi coś fajnego jestem " takamalamudi " Traktuje takie aplikacje raczej prywatnie, dlatego dodaje do ziomków tylko te osoby które dadzą znać ze są czytelniczkami:)

środa, 24 czerwca 2015

NAJLEPSZY Kallos chocolate.




Tak, zdradziłam wszystko w tytule. Kallor Chocolate jest zdecydowanie moim ulubionym Kallosem. testowałam ich w sumie 5: Latte, Argan, Placenta, Keratin i właśnie Chocolate.

Ogólnie Kallosy uważam za takie maski "bez szału". Spoko mieć je w swojej szafce żeby mieszkać z innymi składnikami, są tanie i w sumie traktuje je jak odżywkę.

Czekoladowy Kallos działa na moje włosy jednak inaczej. Są po nim niesamowicie mięciutkie, nawilżone i po prostu idealne. Szczerze uwielbiam te maskę i jako jedyną z Kllosów kupię ją w litrowym opakowaniu.

Konsystencja jest kremowa i bardzo przyjemna, Maska pięknie pachnie takim mlecznym kakao dla dzieci. Zapach nie utrzymuje się długo na włosach.


Zdecydowanie polecam żeby Kallosa czekoladowego wypróbować :D Ja mojego kupiłam na targach urodowych w Poznaniu, nie wiem czy mała pojemność jest dostępna np w hebe.




prywatnyINSTAGRAM



MUDI

PS: Założyłam sobie SNAPA. W sumie jeszcze nie ogarniam tej aplikacji, ale jakby ktoś chciał mnie dodać i wysłać mi coś fajnego jestem " takamalamudi " Traktuje takie aplikacje raczej prywatnie, dlatego dodaje do ziomków tylko te osoby które dadzą znać ze są czytelniczkami:)

sobota, 20 czerwca 2015

NIEKOSMETYCZNI ulubieńcy połowy roku. SERIALE, FILMY, KSIĄŻKI!

Uwielbiam niekosmetycznych ulubieńców! To chyba moja ulubiona kategoria! Zawsze można podpatrzeć coś ciekawego!


Szczerze mówiąc muszę się mocno skupić.. ahh, zaczne od seriali.


Mam w sumie trzy ulubione seriale, i jedną bajkę. Tak bajkę.



Ok, zacznijmy od THE MISSING.



OMG jak myślę o tym to mi smutno że nie mogę obejrzeć tego jeszcze raz tak na świeżo!

Serial a tak właściwie miniserial (bo ma tylko 8 odcinków) odpowiada o zaginięciu małego chłopca, Oliviera. Był na wakacjach z rodzicami i nagle... zniknął. Akcja dzieję się 8 lat później, zdesperowany ojciec ciągle szuka Oliviera...

Powiem Wam tak, ten serial to jeden z moich życiowych HITÓW. Mega wciągający, oglądałam go z moim chłopakiem do 3 w nocy i pewnie oglądalibyśmy dłużej gdyby nie to, że byliśmy zmęczeni po imprezie.

Moja mama obejrzała go w 2 dni, bo tak ją wciągnął...


Zdecydowanie MUSISZ GO ZOBACZYĆ.


* Szukajcie go wpisując The missing 2014. Jak dla mnie [9/10]





Kolejnym serialem jest BETTER CALL SAUL!



Pewnie znacie Breaking Bad. Jeżeli kochacie BB, to polubicie również BCS. Z niecierpliwością czekam na kolejny sezon!
Jeżeli ktoś nie widział BB to nie sądzę żeby ten serial go zachwycił, bo moim zdaniem jest właśnie bardzo w klimacie Breaking Bad. Ma dobry humor, miło się go ogląda! :)



Jak dla mnie [8/10]

I na sam koniec, totalnie marcowy ulubieniec czyli AMERICAN HORROR STORY





Obejrzałam wszystkie 4 sezony. Szczerze mówiąc zabierałam się do tego serialu jak pies do jeża. Bałam się że będzie straszny czy coś. Tylko pierwszy sezon był w sumie straszny (o duchach w nawiedzonym domu) [8/10], drugi trochę obrzydliwy (szpital psychatryczny)[8/10]. Trzeci całkiem przyjemny [o czarownicach] (jedynie fragmentami obrzydliwy)[7/10]. Czwarty ciekawy (o gabinecie osobliwości), chociaż myślałam że będzie mi się podobał najmniej, fantastyczne były w nim nawiązania do poprzednich sezonów [8/10].



Uwielbiam Jessice Lange moim zdaniem "kradnie" całe show! :) Niesamowita aktorka.

To co najbardziej lubie w tej serii to skomplikowana, bardzo ciekawa fabuła! I mimo że nie jest bardzo straszny to daje ten dreszczyk emocji, którego mi teraz brakuje. No i fantastyczni aktorzy, którzy pojawiają się co sezon, tyle że grają inne osoby.
Strasznie smutno mi  ze w 5 sezonie ma nie być Jessicy Lange, ale i tak nie mogę się doczekać.... ;)



***
I na sam koniec, wspomniana wcześniej bajka. Tak, bajka.
Bajka w której się zakochałam i moim zdaniem bije wszystkie inne na głowę.
Widziałam już wszystkie możliwe odcinki, niektóre po parę razy a teraz męczę ją wszystkich z mojego otoczenia.

Czyli o Maszy i niedzwiedziu.


Ale tylko w wersji rosyjskiej. I nie znam rosyjskiego ale Maszke i Miszkę kocham. 

Za co tak ją lubię? Jest urocza, zabawna, animacja jest piękna, nie ma w niej w sumie przemocy. Super pioseneczki. No.. bajka no.

Polecam szczególnie jeżeli macie małe dzieci które trzeba uspokoić Maszka je totalnie wciąga. 



Żeby zrozumieć o co mi chodzi trzeba zobaczyć chociaż jeden odcinek. 

Oczywiście pod spodem zostawię Wam parę moich ulubionych odcinków.


Polecam Maszkę, oglądanie jej jest mega odstesowujące.











Dobra bo mam ochotę wstawić tutaj wszystkie odcinki! ;)


Następnie będzie FILM. 


Mam dwa filmy tego samego reżysera.. :)




A mianowicie Moonrise Kingdom (Polski tytuł jest jak zawsze BEZNADZIEJNY), oraz Grand Budapest Hotel.


Jejku jakie te filmy są niesamowicie estetyczne.

Jeżeli ktoś z Was lubi jeżeli filmy są nakręcone w niesamowicie ciekawy sposób, mają super muzykę i są po prostu piękne, to są to filmy dla Was.

Ja uśmiechałam się przez cały czas, przez to że te produkcje były po prostu miodem na moje oczy.

Wiem że przeżywam trochę, ale tak już mam z filmami. Kocham te pięknie nakręcone. 


I animacja również Wes'a Anderson'a, a mianowicie: Fantastic mr. Fox, lubie animowane filmy, a to jest taka wersja dla dorosłych. Dobra, ciekawa i (oczywiście) pięknie wyglądająca historia. A i oczywiście wspaniale podłożone głosy pod bohaterów (w angielskiej wersji).


**********

Teraz parę słów o książkach.


Dobra muzę wspomnieć o serii o Harrym Potterze, ponieważ przeczytałam od nowa i zakochałam się od nowa. Pamiętam jak czytałam te serie wiele lat temu, gdy dostawałam książkę do ręki to nie było dla mnie życia poza nią. Czytałam dopóki nie skończyłam z przerwami na sikanie (jadłam z ksiązką). nawet nie spałam!!! Wiem, że to trochę nienormalne ale kocham HP.

Za każdym razem jak czytam Pottera znajduje w tej książce coś nowego. I wiem że za pare lat prawdopodobnie przeczytam wszystkie tomy jeszcze raz od nowa :). To moim zdaniem najlepsze książki EVER. A mogę tak powiedzieć, bo przeczytałam ich w życiu tysiące! 



Drugą książka, jest powieść którą poleciła mi moja mama. Nazywa się Żniwo Gniewu, i choć tytuł nie zachęca (no dobra tytuł totalnie ssie), jest naprawdę ciekawa i wciągająca. 

Pozwólcie że wkleje Wam tutaj opis tej książki z lubimyczytac.pl. Bo sama nie potrafię tak ładnie opisać o czym ona jest. 

Od kresowych miasteczek i okupacji sowieckiej, przez wsie i napotkanych w lasach partyzantów, po przymusową pracę na folwarku niemieckiego arystokraty i osadnictwo na Ziemiach Odzyskanych – oto historia tułaczki dwóch sióstr, Kaszmiry i Maruszki. Te nieprawdopodobne, ale jakże typowe dla mieszkańców Kresów losy stały się osnową "Żniwa gniewu". To opowieść o kobietach wprzężonych w tryby wojny, o ich sile i woli przetrwania, o oddaniu dla drugiego człowieka i pielęgnowaniu tradycji rodzinnych. O pięknie miłości w podłych czasach, o poświęceniu, gdy nikt nie widział jego sensu, i wreszcie… o wierności.


Więc, jeżeli lubicie książki o czasach wojny, o przyjaźni i książki które mają ciekawe i zaskakujące zakończenie to polecam. 

I na sam koniec. TRYLOGIA NIEZGODNA



Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tej trylogii. Byłam chora, leżałam w łóżku i młodsza kuzynka dała mi te książki do czytania. Widziałam film niezgodna, ale był bez szału. Trochę taki zmierzch. 
W każdym razie książki mnie tak wciągnęły, że przeczytałam 3 w 3 dni! To jest cholernie dobra historia która mnie bardzo zaskoczyła!! Polecam szczególnie tym którzy nie widzieli filmu. 

Polecam też sprawdzić sobie opis na lubimy czytać.


To już wszystko na dzisiaj! Post i tak jest mega długi ale chciałam się z Wami wszystkim podzielić :)




prywatnyINSTAGRAM



MUDI

PS: Założyłam sobie SNAPA. W sumie jeszcze nie ogarniam tej aplikacji, ale jakby ktoś chciał mnie dodać i wysłać mi coś fajnego jestem " takamalamudi " Traktuje takie aplikacje raczej prywatnie, dlatego dodaje do ziomków tylko te osoby które dadzą znać ze są czytelniczkami:)

czwartek, 18 czerwca 2015

Ulubieńcy KOSMETYCZNI połowy roku!



SESJA ZDANA! Jeeeeej! Zapisałam się na pierwsze terminy i pokonałam wszystko za pierwszym razem. Jestem z siebie super dumna :) Teraz już tylko praktyki na Malta Festiwal i wakacjeee!
Ogólnie siedzę na placu wolności, więc jak ktoś się wybiera niech da znać, bo potrzebuje ofiary do ankiet :P

***

Co miesiąc powtarzam sobie: ZROBIĘ ULUBIEŃCÓW i tak to właśnie wychodzi, że nie robię. Ale minęło już pół roku! Czas na to!

Ogólnie, zrobię też wpis o ulubieńcach niekosmetycznych (które jak dla mnie sa zwykle ciekawsze, bo można podpatrzeć fajne filmy i seriale)

Dobra, zaczynajmy! Zwykle robię kategorie ale dzisiaj to już serio mi się nie chcę nad tym myśleć. Obejdzie się więc bez kategorii.


Zacznę od produktu, o którym już pisałam a który okazał się być dla mnie totalnym hitem! I serio, zrobiłabym Wam zdjęcia, bo tym też można zająć czas który powinnam poświęcić na coś związanego ze studiami, ale nie chcę wam pokazywać wam wymiętolonych opakowań. Ostatnio mnie to jakoś brzydzi. Będą więc grafiki.

O czym to ja pisałam? (że niby macie się teraz poczuć jakbyście prowadziły ze mną konwersację)... aaaa miałam Wam napisać o Misshy! Tak. Missha jest zdecydowanie super. TUTAJ znajdziecie cały osoby wpis o niej, na którym widać jak ślicznie prezentuje się na twarzy. Prócz tego że się cudownie prezentuje, to w życiu nie miałam lepszego "podkładu". Moja skóra teraz bardzo za nią tęskni, więc muszę kupić kolejną tubkę. Ale żeby się nie powtarzać. Odsyłam Was jeszcze raz do wcześniejszego WPISU.

Po podkładzie ostatnio nakładam rozświetlacz. Miałam Wam nawet napisać osobny wpis o tym
rozświetlaczu (i może napisze w sumie, jeszcze nic straconego), bo dzięki niemu pokochałam rozświetlanie. Nienawidzę gdy moja skóra jest matowa. Wygląda wtedy mega niezdrowo i tak jakoś... sucho. Nie wiem jak to inaczej opisać. W każdym razie moja twarz bez tego rozświetlacza wygląda tak :( a z rozświetlaczem tak :). Oczywiście nie napisałam Wam o jaki produkt chodzi (klasyk, Ada o czymś opowiada) Chodzi mi o Essence, Soo Glow! w odcieniu 10 look on the bright side. Zdecydowanie jest to wręcz ukochaniec maja. Aaaaa i jest kremowy, więc nie muszę się rano bawić w pędzle. Zdecydowanie polecam!



Pokochałam też jeden tusz do rzęs! Jest nim TWist up the VoluMe z Bourjois (czy tylko ja nienawidzę tej nazwy?) W każdym razie tusz ma magiczną szczoteczkę (mój partner był pod wrażeniem) i serio daje przepiękny efekt. Bardzo mi odpowiadał, rzęsy były po nim ślicznie podkręcone, wydłużone i pogrubione. Teraz używam innego tuszu, ale pewnie wrócę do TUTV :) Aaaaah i mam też wodoodporną wersję. I tak jak wszystkie wodoodporne maskary dają u mnie beznadziejny efekt tak ta robi cuda na rzęsach ;)


Następnie Kredki do ust i szminki z Golden Rose. Czyli w sumie klasyk. I tak mam napisany post o szminkach które posiadam, ale zdjęcia na ustach które zrobiłam są tak zniechęcające że... :) Muszę więc zrobić nowe. A ostatnio moje usta są w tak marnym stanie.. W każdym razie gdy nie są noszę najczęściej kredkę Dream Lips Lipliner w odcieniu 505 i obiecuję Wam że to najładniejszy odcień jako gościł na moich ustach. I gdybym kiedykolwiek znalazła szminkę w tym odcieniu to <3. A jak juz jesteśmy przy szminkach to moją ulubioną jest (oczywiście) Vevet matte 02, czyli chyba najpopularniejszy odcień na świecie. Ładny jest i długo się utrzymuje, co poradzę :)









I już na sam koniec kolorówki. Lakiery z Golden Rose. Pisałam o nich trochę TUTAJ One sprawdzają się u mnie tak samo jak essie a mają tyyyyleeee kolorów! Długo się utrzymują, (pewnie dzięki TEJ metodzie) i ładnie kryją. Zdecydowanie moim ulubionym kolorem ostaniach miesięcy jest 83 z serii Color Expert. Noszę go i zmywam i znowu nakładam. Śliczny jest!




Co do pielęgnacji, szczerze mówiąc nie znalazłam żadnego ulubieńca. Nie wiem. Parę produktów okazało się spoko, ale nie znalazłam niczego co by mnie powaliło na kolana.



I tak wyglądają moi kosmetyczni ( w sumie to nawet kolorówkowi) ulubieńcy połowy roku. Wybrałam te produkt które mnie faktycznie zachwyciły a używanie ich było dla mnie wręcz rozkoszą dnia codziennego. Oczywiście jest prawdopodobnie wiele innych produktów, które mogą być duże lepsze od tych, ale moja kieszeń nie jest bez dna ;)


Czekajcie na ulubieńców niekosmetycznych! Będzie fun! :)




prywatnyINSTAGRAM



MUDI

PS: Założyłam sobie SNAPA. W sumie jeszcze nie ogarniam tej aplikacji, ale jakby ktoś chciał mnie dodać i wysłać mi coś fajnego jestem " takamalamudi " Traktuje takie aplikacje raczej prywatnie, dlatego dodaje do ziomków tylko te osoby które dadzą znać ze są czytelniczkami:)

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Przetestowałam NOWY (dla mnie) sposób falowania włosów bez użycia ciepła!

Cześć dziewczyny! Dzisiaj taki mega szybki wpisik :)

Nawet zdjęcia będą z telefonu, wrócimy na chwilę do dawnych czasów z kiepską jakością zdjęć no ale.... :)


Pod ostatnim wpisem jedna z Was (pozdrawiam!) podrzuciła mi link do filmu na YouTubie, w którym dziewczyna w dość ciekawy sposób kręci/faluje swoje włosy. Początkowo myślałam sobie że u mnie to na bank nie zadziała ale potem stwierdziłam że w sumie to co mi szkodzi spróbować.


Chodzi mi o ten film:



Popsikałam włosy wodą, zrobiłam jak dziewczyna na filmiku i miałam zamiar pójść spać. Niestety ale w tych koczkach nie dało się zasnąć, więc zmieniłam koczki na tzw. sznury (wpiszcie w YT wyskoczy wam milion filmików jak taki zrobić)

no make up + piżamka w pandę <3

Górę więc zostawiłam tak jak jest na filmiku, zamieniłam jedynie koczki na linki :)


Było wygodnie, spało się spoko. Rano wstałam, rozplątałam i.. przeżyłam szok :D

TO DZIAŁA!

U mnie efekt końcowy wyglądał w sumie tak:

Może strzelam sobie w kolano wstawiając swoje zdjęcie rano po przebudzeniu bez makijażu no ale...
no nikt idealny nie jest :D



Szczerze mówiąc nie spodziewałam się że z tych dziwnych zawijasów cokolwiek wyjdzie, a jednak włosy się pofalowały, nie da się tego ukryć.

Co fajne : były pofalowane praktycznie na całej długości, wyglądało to bardzo naturalnie i interesująco.


Początkowo nie spodziewałam się że będę to gdziekolwiek publikowała, dlatego mam tylko zdjęcia telefonem.

Przyznam się też, że włosy tego dnia związałam w koczka, a to dlatego że ja po prostu źle czuję się w takich.. drobnych falkach :)

Stwierdziłam jednak, że może komuś się sposób spodoba, no bo chyba warto wypróbować :)


Ok, to tyle na dzisiaj, chciałam tylko podzielić się z Wami tym (jak dla mnie) nowym sposobem :)


Macie jeszcze jakieś ciekawe linki? Z chęcią poeksperymentuje! 



prywatnyINSTAGRAM



MUDI

PS: Założyłam sobie SNAPA. W sumie jeszcze nie ogarniam tej aplikacji, ale jakby ktoś chciał mnie dodać i wysłać mi coś fajnego jestem " takamalamudi " Traktuje takie aplikacje raczej prywatnie, dlatego dodaje do ziomków tylko te osoby które dadzą znać ze są czytelniczkami:)

sobota, 6 czerwca 2015

Fryzura na letnią imprezę!

Cześć!
Biorę udział w konkursie organizowanym prze firmę KEMON :) Przeszłam do ostatniego etapu i moim zdaniem było stworzenie stylizacji włosów z użyciem ich kosmetyków.

Postanowiłam zrobić więc fryzurę na letnią imprezę, jako że mamy już w sumie lato :)



Moja fryzura jest lekka i dziewczęca, a z drugiej strony kobieca i z pazurem. Wystarczy zmienić makijaż i będzie wyglądała totalnie inaczej.

Wybrałam tą bardziej kobiecą wersję, z mocnymi ustami, dlatego że na co dzień wyglądam dość dziewczęco (i nikt nie daje mi tylu lat ile mam) a chciałam uzyskać efekt WOW. Uwierzcie mi jednak, że wystarczyłoby zmienić kolor szminki na coś jaśniejszego i uczesanie to zyskałoby innego wymiaru!

Gdy tworzyłam ten post nie miałam pod ręką żadnego fotografa i trochę męczyłam się ze zdjęciami, ale mam nadzieje że wszystko widać :)




JAK JĄ WYKONAŁAM?

Banalnie! :) Pamiętajcie że w prostocie jest siła!

Włosy najpierw umyłam jak zawsze i na tym etapie, gdy włosy były jeszcze wilgotne, zastosowałam dwa kosmetyki KEMON. Testuję je już od jakiegoś czasu i mogę Wam o nich przy okazji napisać parę słów :)


Po pierwsze włosy przy skalpie popsikałam Liding Care Volume Passion Magic Spray odżywką w sprayu zwiększająca objętość. 



Jest to spray bez spłukiwania, który unosi włosy u nasady. Dodatkowo chroni je przed ciepłem suszarki, zwiększa elastyczność włosa i ma nie obciążać. I moim zdaniem nie obciąża ani trochę, dodaje objętości nawet moim - mimo wszystko - dość długim włosom, oraz, co zauważyłam sama: przedłuża ich świeżość. Myślę że jest to super ważne, bo ja zawsze mam problem z tym, że idę na imprezę ze ślicznymi włosami po pół godziny wyglądają jakbym ich nie myła od paru dni. Miałam tak np. na studniówce :) Dlatego właśnie warto sięgać po kosmetyki zwiększające objętość.


Od połowy długości nałożyłam 4 porcje ACTYVA Nuova Fibra Fluid uszczelniający i ochronny.




Który ma za zadanie - jak sama nazwa wskazuje - uszczelnić łuskę włosa, chronić przed ciepłem suszarki i prostownicy oraz nadać połysku. To co ja zauważyłam po pewnym czasie używania tego produktu to to, włosy po nim są gładkie, jakby grubsze, błyszczące i niesamowicie miękkie. Kosmetyk jest do tego bardzo lekki i nie obciąża włosów (a to pewnie zasługa lekkiej konsystencji).

Włosy następnie wysuszyłam...



I w sumie mogłabym już lecieć w tany, ale w końcu obiecałam Wam fryzurę :)

Następnie więc wydzielam część włosów nad uchem. Nie zbyt głęboko, tak mniej więcej cm od miejsca (idąc w stronę ucha) w którym jest najwyższy punkt brwi. Przypinam tą większość część włosów klamrą i zaplatam z boku wypukły dobierany warkocz, który nazywa się warkoczem holenderskim. Wygląda on przepięknie i bardzo efektownie oraz nie jest wcale taki ciężki w wykonaniu jak się wszystkim wydaje. Wystarczy obejrzeć parę tutoriali na YT.


W każdym razie chodzi o to, żeby powstał nam warkoczyk z boku głowy, ma to wyglądać TAK:



Później resztę włosów najzwyklej w świecie kręcę na prostownicę. Trwa to w moim przypadku nawet nie 15 minut. Każde pasmo kręcę w tę samą stronę. W ogóle, muszę napisać Wam kilka moich haków na kręcenie włosów. Aaaa, oczywiście to, że ja wybieram prostownice jest spowodowane wyłącznie tym, że nie posiadam lokówki. Podejrzewam że lokówką byłoby wygodniej, ale prawdopodobnie efekt byłby też inny. Mi zależało na luźnych falach - w takich czuję się najlepiej. 


 Na sam koniec utrwalam loki. I tu Wa zaskoczę, oraz sprzedam Wam mały myk. Gdy chcę żeby wyglądały naturalnie, i chcę mięć nad nimi jak najwięcej kontroli, zamiast lakieru do włosów, który na nich od razu zastyga używam.. pastę do włosów. Odkryłam ten trik przypadkiem, gdy musiałam utrwalić włosy a miałam do dyspozycji jedynie pastę do włosów mojego partnera. 

Użyłam Hair Manya Zero Gravity Ultra mocno utrwalająca pasta do modelowania. 


Ja na co dzień jej nie nakładam, ale mój partner się do niej przykleił i nie chce oddać :) Bardzo ją sobie chwali, Miał wcześniej kilka innych, ale podobno ta najlepiej utrwala. Ja dodam od siebie że daje fajny naturalny efekt. Ma bardziej kremową i gęstą konsystencje od innych produktów tego typu. Pięknie pachnie, na stronie producenta napisane jest że jagodami -  dla mnie jest to zapach takiego kosmetycznego aloesu :)

Rozsmarowuje dokładnie pastę w dłoniach i nakładam na długość. Tak jakbym nakładała np. piankę do włosów.  Dodatkowo utrwalam warkoczyk- żeby się nie rozpadł i wyglądał cały czas tak samo, oraz przedziałek, żeby sie nie przesuwał i nie spadał na warkoczyk. :) Bardzo lubię utrwalać włosy pastą, albo pastą i potem lakierem. Po takiej dawce włosy są nie do zniszczenia :)

I proszę bardzo. Moja imprezowa fryzura gotowa! 












prywatnyINSTAGRAM



MUDI


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Get this commentators widget