środa, 23 września 2015

Co robię że moje włosy są takie błyszczące?



To pytanie które co pewien czas pojawia się na moim blogu. Rozwieje więc Wasze wątpliwości i w końcu na nie odpowiem. 




1. Ja mam proste włosy!


I myślę że to bardzo wpływa na ich połysk! One są prostymi drutami. Ludzie w realnym życiu pytają mi się czy używam prostownicy. Nie. Jestem naturalnie superprostowłosa. Kręconym/falowanym włosom jest ciężej o błysk.


2. Mam dobre geny.


No muszę to przyznać. Moja mama była/jest posiadaczką pięknych (nie do zniszczenia) włosów. Moje kuzynki też. Mamy po prostu w najbliższej rodzinie błyszczące włosy. 



3. Moje włosy są zdrowe.


Wiadomo że zniszczone włosy nie wyglądają tak dobrze i przez to są mniej błyszczące. Pamiętacie jak wyglądały moje zniszczone włosy? Nie? No to ja Wam przypomnę. 

Nie błyszczą się co nie? Widzicie, jak dużo daje odpowiednia kondycja włosów. 
(Tak btw.  To nie jest mój naturalny kolor, ale muszę przyznać że całkiem mi pasował :D)



4. Zawsze kończę suszenie włosów chłodnym nawiewem


I to robi różnice. Spróbujcie! 



4. Prostownica je dodatkowo nabłyszcza.



Dlatego moje loki są zawsze takie iskrzące się. Dużą różnicę robi też jonizacja. W każdym razie, chodzi o to, że prostownica dodaje włosom błysku. Wiadomo, że przy dłuższym używaniu nie jest zbyt zdrowa, ale gdy mam BHD to prostownica często mi pomaga :)


5. Mam w swojej kolekcji kosmetyki dodające blasku.



I myśle że warto je mieć. Moim ulubionym jest Nabłyszczać w sprayu Kemon, Hair Manya, Diamentowy błysk. Wystarczy psiknąć parę razy na włosy i wyglądają one po tym BOSKO! Dodatkowo cudnie pachnie.




Tak, i to wszystko. Żadna tajemnica i dodatkowo wiele zawdzięczam naturze :) 


Pamiętajcie żeby być na bieżąco i obserwować mnie na

i
@malamudi

Pozdrawiam
MUDI


czwartek, 17 września 2015

Moja nowa fryzura!

Ok, zmiana jest niewielka. Ale była tak spontaniczna i tak udana!!!



Jak to się stało? Moja mama ścięła włosy. I to z długości za łopatki na bardzo krótko. Ma chyba nawet krótsze włosy od Kożuchowskiej. I jejku jak jej w tej fryzurze jest BOSKO. Nagle ma 10 lat mniej i plus 200 punktów do urody. Po co ona nosiła długie włosy?!

I przez to ja tak bardzo zapragnęłam coś zmienić! Poszłam więc co mojej ulubionej od pierwszego cięcia fryzjerki, i poprosiłam o przycięcie włosów z przodu. Tak żeby mi się lepiej układały. Miałam wrażenie że przez to iż moje włosy są jednej długości wyglądam tak... ciężko A ja chce wglądać... zjawiskowo! Nie no, żartuje. W sumie, nie wiem co chciałam osiągnąć i dlaczego ścięłam ten przód włosów. (kobieta ehh). Ale zrobiłam to i jestem mega zadowolona.


Przed wyjściem do fryzy zrobiłam parę zdjęć przed. Stwierdziłam A CO TAM. Zrobię sobie, żebym wiedziała czego mam żałować jeżeli będzie źle. Oto fotki przed:


Musicie mi wybaczyć że reszta zdjęć jest takiej marnej jakości, ale nie wiem co się stało. Znaczy się wiem, ale nie chce się przyznać do tego że przypadkowo tak źle ogarnęłam ustawienia aparatu. Zasłonię się tym że przy mojej wadzie wzroku nie widziałam na podglądzie że to będzie taka tragedia. Sorka no, to się już więcej nie powtórzy. 




Może opiszę Wam też tak krótko, jak ja zwykle swoje włosy noszę. A no, bardzo często rozpuszczone. Zmieniam strony przedziałka ze 100 razy dziennie, raz na prawo, raz na lewo a za chwile mam go na środku. Noszę je tak odkąd nie mam grzywki, przez to że one szybko przyklepują się z przodu i po chwili wyglądaj jak ulizana krowim językiem. Wygląda to źle.

Inna sprawa, że podczas "przerzucania" włosy zwykle mi się zaplątywały. Mam talent do zaplątywania się nic na to nie poradzę. 

Dlatego też, stwierdziłam, CHCE ŻEBY MOJE WŁOSY Z PRZODU BYŁY LEKKIE. I są!


Szczerze mówiąc chciałam żeby fryzjerka cięła krócej, ale wtedy musiałaby mocno naruszyć ich kształt z tyłu. A ja nie chciałam go ruszać. Ogólnie to wycieniowała przód i postrzępiła go. Wiem że słowo postrzępiła brzmi strasznie, ale właśnie tak zrobiła i dzięki temu włosy są jeszcze lżejsze, nie wywijają się jakoś dziwnie i ogólnie wygląda to tak jakby to zrobił profesjonalista a nie że wzięłam nożyczki do ręki i ciachnęłam sobie sama przed lustrem. 

Tak wygląda to teraz. 






Szczerze mówiąc jestem zachwycona. Włosy zyskały dużo objętości i super się układają. W dodatku to chyba najlepsza długość jaką miałam w całym moim życiu. Tak jakoś.. pasuje mi.

Ogólnie dość ciężko jest mi pokazać to jak włosy wyglądają teraz...

W dodatku Ewelina pokazała mi, że wystarczy iż podkręcę to przednie pasma i zyskam nową świetnie wyglądającą fryzurę. Będę z tego korzystała bo niesamowicie mi to pasuje. W życiu bym nie wpadła na to że wystarczy podkręcić tylko to przednie pasma... :)




Niestety nie udało mi się zrobić zdjęć z tyłu. Wszystkie były nieostre ;( Zrobię może jakąś aktualizację, to wtedy zobaczycie fryz z tyłu, ale zostawiłam je tak w miarę na prosto, schodzą się po prostu w literę "U"

W ogóle miałam ogromny problem ze zdjęciami z tego postu. Jeżeli mają coś nie tak z kolorami: dajcie znać. Te "przed" mają tragiczną jakoś i to akurat moja wina. Ale te "po" co włączę je w innym programie to mają inną temperaturę i kontrast. Nie wiem jak to jest w ogóle możliwe... Zaufałam w końcu Photoshopowi. A chciałam zrobić takie ładne kolaże.. jednak po włączeniu np. picasy zdjęcia okropnie się spłaszczają i wyglądają blehh. Komuś też się tak dzieje? Pierwszy raz to zauważyłam!



No dobra, pochwaliłam się, pożaliłam więc mogę iść.

Pamiętajcie żeby być na bieżąco i obserwować mnie na


@malamudi


oraz dodać mnie na snapku 
takamalamudi
Aczkolwiek nie dodaje każdego, tylko osoby które napiszą mi tam, albo tutaj że są czytelniczkami! :) Jeżeli kogoś nie przyjęłam to niech się upomina!

piątek, 11 września 2015

5 popularnych kosmetyków które się u mnie nie sprawdziły.



Ogólnie nikt z nas nie lubi mówić o tak zwanych "bublach". No i co się dziwić. Nikt nie lubi trafiać- i najgorsze- wydawać kasę na kosmetyki które potem leżą w toaletce nieużywane...

Mam takich produktów niestety kilka, ale dzisiaj opowiem Wam o 5. Zaczynajmy.


Pierwszy z nich to niesamowicie popularny podkład, kochany przez wiele osób. Mowa tutaj o L`Oreal, True Match The Foundation Super Blendable. Mam go w odcieniu N1. Czaiłam się n a W1, ale że jestem bardzo blada, a N1 wydawała się jaśniejsza kupiłam właśnie ten odcień. Z resztą sprawdzałam w drogerii o odcień faktycznie idealnie dopasowywał się do mojego odcienia skóry. No i jest serio bardzo jasny, co jest olbrzymim plusem!


Niestety ale ten kosmetyk totalnie mi nie pasuje! Moja skóra się z nim nie lubi. Raz jest dobrze, i wygląda na skórze prześlicznie, a za innym razem wręcz koszmarnie zmienia kolor do takiego okropnego pomarańczu :( Albo waży mi się na skórze. Albo podkreśla suche skórki, których normalnie nie widzę. W najgorszym przypadku robi to wszystko na raz.


True Match totalnie się u mnie nie sprawdził.

Szczerze mówiąc, nie wiem co mam z nim zrobić. Cała buteleczka kurzy się w kosmetyczce :(



Następnie szminka która wiem że jest uwielbiana. To podobno kolor który pasje każdemu! Mowa tutaj oczywiście o Rimmel Lasting Finish 070 AIRY FAIRY. O tej szmince można w internecie znaleźć miliony pochlebnych wpisów. Ludzie ją kochają! Na mnie ten kolor wygląda po prostu koszmarnie. Nie pasuje do mnie, do mojej osobowości, koloru mojej skóry i przede wszystkim do koloru moich ust! Ja mam niby bardzo jasną skórę itd, ale ona jest dla mnie mimo wszystko za jasna i gryzie się z kolorem moich ust i karnacji. Nie wiem no, ten kolor po prostu mi nie pasuje.
Czasem nawet udaje mi się ja jakoś ugrać, ale robię to totalnie na silę. W dodatku na mnie chyba po prostu źle wyglądają drabinkowe szminki.
NIE NIE I NIE jeszcze raz.

I w ogóle, dość nieprzyjemnie się ja nosi, jest taka dość tępa (bardziej niż matowe szminki!) i czuje na ustach drobinki...Żałuje każdy wydany na nią gorsz!


A teraz nowość na naszym rynku a mianowicie balsam do ust BALMI. Kupiłam go bo takie cool opakowanie i tak pięknie pachnie malinkami. 20 zł to małe gówno kosztowało...

Zacznijmy od tego że samo opakowanie jest po prostu no... koszmarne! Tak ciężko mi się je otwierało i zamykało (nigdy nie mogłam odpowiednio trafić) że w końcu tak szarpnęłam że się zepsuło...

Balsam ma bardzo lekką konsystencje, przez co nie trzyma się na ustach i włazi mi do buzi, potem go połykam i bleee.. nienawidzę tego w produktach do ust...


I teraz najważniejsze. Balsam w ogóle nie nawilża ust, a nawet tak jakby bardziej je przesusza. Zawsze po nałożeniu balmi musiałam ratować się innymi sztyftami bo po 2 dniach używania miałam strasznie spierzchnięte usta...



I teraz dwie maskary. I dwie masakry.







Zacznijmy od Oriflame Beauty, Wonder Lash Mascara. Kobiety ją wręcz kochają. Ma na wizażu ocenę ponad 4. A ja uważam że to jedna z gorszych maskar jakie miałam. Nie robi z rzęsami praktycznie nic. Aaaa sorki, poczernia je, ale ja wymagam więcej. Jestem z niej bardzo niezadowolona.

w dodatku koszmarnie się kruszy, odbija i wszystko czego nienawidzę w tuszach do rzęs...












I ostatni tusz za którym nie przepadam. Klasyk, że tak powiem bo to Maybelline Colossal Volume. Volume to tutaj ma chyba tylko szczoteczka. Tusz jest słaby, daje mizerny efekt na rzęsach i jego zapach podrażnia mi oczy. Do tego na początku jest za mokry a za chwile robi się za suchy. NIE NIE i jeszcze raz NIE. Zamiast niego radzę kupić Lash Sensational który jest wręcz rewelacyjny!!!

Szczoteczka jest za duża (OLBRZYMIA!). A ja mam małe oczy. W dodatku od jego chemicznego zapachu zaczynają mi piec i łzawić oczy.

Niestety opakowanie źółtego koszmarka już dawno wywaliłam. Sorka!







Ok, to już wszystko na dzisiaj. Pewnie znacie te produkty. Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?!



*********


Pamiętajcie żeby być na bieżąco i obserwować mnie na


@malamudi


oraz dodać mnie na snapku 
takamalamudi
Aczkolwiek nie dodaje każdego, tylko osoby które napiszą mi tam, albo tutaj że są czytelniczkami! :) 

poniedziałek, 7 września 2015

SIERPIEŃ NA ZDJĘCIACH: Zoo Wrocław, nowa fryzura, koty, jedzenie, grillowanie i czilowanie.



Czas na sierpień na zdjęciach. W sumie to miałam dodać teraz inny post. Ale nie mogę się ogarnąć żeby zrobić zdjęcia...

W ogóle, mam wrażenie że ten miesiąc jest zdjęciowo ubogi. I w ogóle wiem że mój chłopak ma na telefonie pierdyliard zdjęć które bym mogła tutaj wkleić, ale że się nie mogę doprosić żeby je dostać to mówi się trudno :D

Zacznijmy od tych uroczych rzeczy.

Po pierwsze, baloniki! Kto ich nie lubi?
Po drugie, pierwszourodzinowa impreza! :) Mały fakt na mój temat: nienawidzę smaku 99% tortów. W całym moim życiu smakowały mi dwa torty, jeden bo byłam pijana i mi sie chyba wydawało że był pyszny, a drugi to był tort od Kandulskiego, ale niestety nikt nie pamięta co to było. Wszystkie torty w sumie przyprawiają mnie o mdłości podczas jedzenia. Teraz jak tak myślę to może to dlatego że zwykle jest w nich dużo śmietany itp. a ja podejrzewam u siebie nietolerancje na laktozę :D

Minionkowy zestaw! Jak ja uwielbiam te małe istotki, ostatnio nawet śniło mi się że mogę kupić prawdziwego, takiego wiecie, żywego minionka, ale nie miałam kasy a mój chłopak mi go nie chciał kupić. Oczywiście specjalnie go obudziłam żeby go opieprzyć :D

Tulące się żyrafy <3



A żyrafy wzięły się stąd, że pojechaliśmy sobie do Zoo we Wrocławiu. Oczywiście, jako 100% żyrafomaniaczka żyrafy były dla mnie największą atrakcją! Uwielbiam te zwierzęta, są takie śliczne!

Ogólnie pochodziliśmy też trochę po Wrocławiu. To bardzo ładne miasto. W sumie, to nie byłam tam pierwszy raz (nie byłam też pierwszy raz we wrocławskim zoo), 

Ogólnie to wybraliśmy się na te wycieczkę w najbardziej upalny dzień całego lata. Jejku, jeszcze nigdy nie było mi tak gorąco! Dobrze że jechaliśmy Intercity, bo w normalnym pociągu bym chyba nie przeżyła. 



Ogólnie sierpień był bardzo upalny. Ale ja to szczerze uwielbiam! Słoneczko, opalone ciało, i to wszystko. Aż chce się żyć. Mega smutno mi że robi się zimniej, strasznie mnie to dołuje i mam ochote zostać w łóżku już na zawsze. Nienawidzę zimy, jesieni, kurtek, zimna, zimna w stopy, zimna w dłonie, czerwonego nosa. Jejku bo robi się depresyjnie. 


Ogólnie to przeczytałam pare książek, mniej lub bardziej ciekawych. Skusiłam się np. Na "Pogromce Lwów" Camilli Lackberg. Dużo o tej ksiązce słyszałam i jest faktycznie fenomenalna! 

Na drugiej fotce moje ulubione jezioro. Piaszczysta plaża, mało ludzi, ciepła woda, i jest szybko głęboko <3 Jedyne co to raz mnie wkurzało latające nagie dziecko. Serio mamusie, ubierajcie swoje pociechy!


Jest koszmarna burza a ty chcesz wyjść na piwo? Dlaczego by nie?! Wystarczy założyć w miarę nieprzeciekające buty, krótkie spodenki (bo co moczyć ciuchy?) Dobiegłam i tak totalnie przemoczona, aż do samych majtek. W sumie to było całkiem zabawne. Mało zabawne bylo jedynie to, że strasznie się boje burzy, a była niedaleko i przy każdym trzaśnieciu myślałam umre :D




Jak już jesteśmy w piwno-imprezowym klimacie. Pierwszy raz sama rozpalałam grilla! W sumie to się okazało łatwiejsze niż myślałam,  chociaż gdy przyszli faceci stwierdzili że zrobiłam to źle i trzeba było iść do sklepu po kolejny worek węgla. No cóż. Jestem mistrzynią pizzy, nie musze być już dodatkowo mistrzynią grilla.

No i Aura, czyli najbardziej zachłanny buldog świata. 




Uwielbiam spędzać czas z moimi znajomymi i rodziną. Ogólnie mimo że czasem wydaje się być trochę aspołeczna, to czułabym się źle siedząc w domu. W ten weekend pierwszy raz od początku wakacji nigdzie nie wyszłam i kurcze jakby czegoś mi brakowało. :)



Trochę mojego pięknego miasteczka. UWIELBIAM WIECZORY <3

Na drugiej fotce to księżyc! Był niesamowicie wielki. W ogóle, mieszkam na samym końcu mojego miasteczka, i super ekstra jest to, że żeby wyjść poza cywilizacje wystarczy że wyjdę z domu i pójdę ze 2 minuty na wschód :) 


Uwielbiam zwierzęta, ale najbardziej na świecie KOCHAM KOTY. Miałam koty od zawsze. Mój pierwszy miał na imię... Mleko :) I nie, nie był cały biały. Był biało czarny-jak krowa.

Moim ulubionym z tego zestawienia jest kot nr 2. Nazywam go Ciapką, Dlatego że jest cała w ciapki, i dlatego że jest najbardziej ciapowatym kotem jakiego znam. I boi się wszystkich i wszystkiego. 


Moim ukochanym kotem w życiu była księżna Iwana. Dlaczego księżna? Nigdy nie korzystała z tylniego wejścia (mimo że było zawsze otwarte, żeby mogła sobie spokojnie wejść do domu!). Czekała przed frontowymi drzwiami jak ktoś jej otworzy. Była głucha i nigdy nie miałczała, przez co była jeszcze bardziej tajemnicza. Poruszała się najdostojniej ze wszystkich kotów jakie w życiu widziałam. Czekała na mnie pare domów wcześniej gdy wracałam ze szkoły... Chyba nigdy nie będę uwielbiała żadnego kota tak bardzo jak uwielbiałam księżną.
Ciekawe było też to, że mój dziadek nienawidził czarnych kotów. A księżną totalnie kochał i ona kochała jego.

Wygrzebałam nawet (trochę niewyraźną ale jadnek) fotkę z Iwaną. 


Najpiękniejsza kotka EVER!



Selfie selfie!

I w sumie moje dwa ulubione (ostatnio) ciuchy. Czyli moja jeansowa kurtka (jak ja bez niej żyłam?!) I koszulka w misie (Miszki) od mojej mamy. Podobno zobaczyła ją i potem wracała się specjalnie, bo stwierdziła że jak jej nie kupi to sobie nie daruje. A teraz jak gdzieś z nią w niej wychodzę to mi mówi że mam zmienić koszulkę bo wyglądam niepoważnie. Ach te mamy. 




Klasyka. Weź zabierz swoją ukochaną na pizze, którą uwielbia najbardziej na świecie, a potem patrz jak siedzi i gra w Fallout Shelter. Przynaje, jestem uzależniona! Zarówno od telefonu jak i od gry. 

Pizza była oczywiście pyszna. I oczywiście zjedliśmy ją dzień potem jak wspólnie ustaliliśmy że przechodzimy na diete. Miło jest zjeść pizze której sama nie robiłam :D



Trochę innych pyszności, czyli:

czekoladowe ciasta oreo, które są chyba nawet lepsze od tych oryginalnych. 
deser lodowy z mamą. Było w nim dużo owoców i niestety bita śmietana. Zawsze myśle sobie że dobra będzie ok, a potem podczas jedzenia jej robi mi sie niedobrze. Laktoza again?

Mojito produkcji mojej cioci. Ogólnie: nie lubię takich drinków (Martini np. nie jestem w stanie przełknąć w żadnej postaci) tak Mojito wyjątkowo mi smakowało! I było też strasznie mocne... :)

I moja ulubiona mrożona kawa <3



4 małe stylówki. Ogólnie przez cały sierpień miałam w domu remonty, remonty i jeszcze raz remonty więc: wybaczcie schody. 
Jak widać koczek rządzi.

i tak BTW jejku jak mnie ta ostatnia sukienka zniekształca ;( Nie wiem po co ją jeszcze trzymam w mojej szafie i najgorzej: dlaczego ja ciągle zakładam?!)




I na sam koniec: zmieniłam nieco moją fryzurę!. Chce Wam zrobić osobny wpis gdzie wszystko dokładnie widać, ale nie mogę się zebrać żeby zrobić fotki "po". We wtorek mam imieniny co oznacza: Mudziowy dzień, więc może wtedy uda mi zmusić do małej sesji zdjęciowej. Ostatnio się specjalnie pomalowałam żeby porobić zdjęcia i okazało się że mam rozładowany aparat...



Ahh i jeszcze na pożegnanie:

Moja ulubiona fryzura całych tych wakacji czyli kok samuraj. Początkowo strasznie mnie bawiła, ale potem okazało się że bardzo mi taka fryzura "fituje" i bardzo często ją nosiłam, szczególnie wieczorami. To ideał. Włosy nie spadają na twarz a jednocześnie są rozpuszczone :)

i najsłodsze kapcie jakie w życiu miałam. I w sumie nawet nie tyle co je Wam chce pokazać bo chyba już na blogu były, ale chciałam Wam napisać, że nie mogę ich zakładać przy tej małej francuskiej diablicy Aurze. Normalnie się na nie rzuca i próbuje je... zabić. Ogólnie kapcie jej nie interesują a moich futrzaków wyjątkowo nie lubi :( I serio, nie wiem jak ona to robi, ale znajduje je nawet za łóżkiem.!


Ok, to już wszystko na dzisiaj. Mam nadzieje że Wpis się Wam spodobał i.. do następnego

Pamiętajcie żeby być na bieżąco i obserwować mnie na


@malamudi


oraz dodać mnie na snapku 
takamalamudi
Aczkolwiek nie dodaje każdego, tylko osoby które napiszą mi tam, albo tutaj że są czytelniczkami! :) 

środa, 2 września 2015

Dlaczego (zawsze!) osuszam twarz papierowymi ręcznikami.

Postanowiłam Wam o tym dzisiaj napisać, dlatego że w sierpniu zauważyłam że wycieranie twarzy papierowymi ręcznikami ma sens.




Jak to się zaczęło??

Jakieś 10 lat temu, gdy pierwszy raz poszłam do lekarza dermatologa z moim trądzikiem. Pan doktor wytłumaczył mi jak powstaje trądzik i powiedział właśnie żeby zwykły ręcznik do wycierania twarzy zamienić na jednorazowe ręczniki papierowe.

Dlaczego?

Zwykły ręcznik to siedlisko bakterii. Bo w sumie pomyślmy. Wycierając twarz ręcznik się moczy. Jest wilgotno w łazience, ręcznik schnie nie wiadomo ile. Rozwijają się w nim bakterie, które potem wycierając twarz zostawiamy na skórze. Szczególnie niefajne jest to przy otwartych rankach trądzikowych. Inna sprawa jest taka, że wycierając twarz z trądzikiem zostawiamy te niefajne rzeczy ze zmian na ręczniku, po to żeby znowu potem przysłużyć go do skóry. A już w ogóle tragedia gdy wycieramy tym samym ręcznikiem całe ciało.

I tu nawet nie chodzi o to, że ręcznik często się przecież zmienia. Bakterie w takim ręczniki rozwijają się błyskawicznie. A jak ktoś ma ubikacje w tym samym pomieszczeniu co łazienkę, to jest na nim wiele bakterii kałowych i nie wiadomo czego jeszcze. I to wszystko idzie na naszą twarz. FUJ!

...

Dlatego od wielu lat wycieram twarz właśnie papierowym ręcznikiem. Po umyciu skóry delikatnie osuszam ją papierem, następnie przecieram nim umywalkę (u mnie nic nie nie marnuje;)) i wyrzucam do kosza. I moja cera jest serio ładna. Pewnie że nosi znamiona przeszłości z trądzikiem, ale tak ogólnie jest w dobrym stanie.

Dlaczego o tym piszę?

Ponieważ ostatnio zauważyłam jak ważny jest to krok w pielęgnacji mojej skóry. Miałam remont łazienki, przez co na jakiś czas musiałam(chciałam w sumie) się wyprowadzić. Korzystałam więc z nie swojej łazienki, i nie chcąc robić problemów czy jakoś marudzić-wycierałam twarz zwykłym ręcznikiem. Po niecałych dwóch tygodniach takiego wycierania twarzy nagle strasznie mnie wysypało! A ja swój trądzik pożegnałam i nie mam zamiaru do niego wracać. I kurcze w pielęgnacji nic nie zmieniłam, a i woda przecież ta sama. To była wina... ręcznika! Kto by pomyślał co nie? Wróciłam do swoich starych metod i cera wraca do normy.



I tak na zakończenie: serdecznie polecam te:



ręczniki papierowe z Rossmanna. Są idealne pod każdym względem. Kupuje je zwykle na wyjazdy :)


Pozdrawiam

MUDI
Pamiętajcie żeby być na bieżąco i obserwować mnie na


@malamudi


oraz dodać mnie na snapku 
takamalamudi
Aczkolwiek nie dodaje każdego, tylko osoby które napiszą mi tam, albo tutaj że są czytelniczkami! :) 


PS: Zmieniłam trochę fryzurę! Mam nadzieje że uda mi się zrobić zdjęcia i Wam pokazać :D :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Get this commentators widget